niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 4.


Przepraszam, że tyle musieliście czekać na rozdział. 
Nie jestem zadowolona z niego, szczególnie z drugiej części. I jest nudno, bardzo. Tracę jednak chęć na pisanie ciągu dalszego. Na początku był to wymysł mojej bujnej wyobraźni i starałam się pisać bez stresu, że tak to ujmę. Ale później zaczęło przybywać czytelników oraz opinii, które zaczęłam brać sobie do serca. Sama już nie wiem, czy ten pomysł który od początku tkwi w mojej głowie jest dobry i jak on się przyjmie...
Nie zdziwię się jeśli Wasze komentarze głównie będą negatywne, zasługuję na krytykę po napisaniu czegoś takiego.
Przepraszam za błędy, ale z racji, że dodaję późno miałam okazję przeczytać całość tylko raz.
To tyle z mojej strony. Zapraszam na rozdział.

+ Dziękuję Ress i Cath, wiecie za co.




Po kilku minutach usłyszałam podniesione głosy ojca i Pepper, gdy w domu rozległ się bardzo irytujący dźwięk dzwonka do drzwi. Zaciekawiona, kto pierwszy dotarł do rezydencji, wyszłam na korytarz i wsłuchałam się uważnie. Para nieco podniesionymi głosami zaczęła spierać się, kto powinien przywitać pierwszych gości. Padło na Tony’ego. Poznałam to po jego donośnym jęku pełnego rezygnacji. Moje usta uniosły się ku górze.
-1:0 dla Pepper.- mruknęłam i zachichotałam cicho. Jednak uśmiech niemal zaraz zniknął z mojej twarzy, słysząc jej głos dochodzący z dołu.
-Irma! Czy możesz do nas zejść?
Wyobraziłam sobie jak kobieta stoi u stóp schodów i opierając się o barierkę wychyla się tak, aby było ją lepiej słyszeć.
-Będę za chwilkę.- odkrzyknęłam. Zacisnęłam dłoń na framudze i wycofałam się do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Poczułam ucisk w żołądku. Tak naprawdę nie wiedziałam, czego tak właściwie się boję. Przecież już tyle razy miałam do czynienia z ludźmi, którzy właśnie zaczęli schodzić się do naszego domu, a pomimo tego odczuwałam stres i przerażenie. Zupełnie jak wtedy, gdy w podstawówce musiałam wyrecytować wierszyk przed dużą publicznością.
-Idiotka.- walnęłam się otwartą dłonią w czoło i przykucnęłam przy łóżku. Wyciągając spod niego dużą srebrną skrzynię, zauważyłam jak drżą mi dłonie. Położyłam je płasko na wieku, zamykając oczy i biorąc przy tym jeden głęboki oddech. Wypuszczając powietrze z płuc, przesunęłam jedną dłoń do kłódki i otworzyłam ją, ustawiając bardzo dobrze znany mi kod. Usłyszałam ciche klikniecie i otworzyłam oczy.
Zapomniałam już dawno, jakie to uczucie, gdy trzyma się łuk w ręku i celuje się do celu. Skupienie, które trzeba zachować, aby celnie oddać strzał… To wszystko wydawało mi się takie obce. Odkąd przytaszczyłam tutaj skrzynię, Tony nigdy nie zapytał, co się w niej znajduje. I nigdy o tym nie wspomniał. Tak samo jak nie wspominał o mojej matce i kobiecie, z którą kiedyś musiał być, skoro pojawiłam się ja. Lub może była to tylko znajomość na jedną noc? Taka opcja wcale by mnie nie uszczęśliwiła. A może oboje uzgodnili ze sobą, że nie będą tego wspominać? Nie mniej jednak, powinno go obchodzić moje życie, które wiodłam zanim tutaj przybyłam.
Dla obojga z nas była to nowość. Pierwszy raz od dawna miałam w końcu ojca, a on natomiast musiał wykazać się w tej roli, która nie należała do łatwych. Szczególnie dla takiego człowieka, jakim był Tony Stark. Nagle ten lekkomyślny, nieodpowiedzialny, zapatrzony w siebie człowiek, miał stać się wzorowym tatusiem? Wydawało się to nierealne. Aby dokładnie poznać człowieka, z którym łączyły mnie więzy krwi, w wolnym czasie poszperałam gdzie nie gdzie, poznając jego prawdziwe oblicze. Dotarło do mnie, że cechy, które przypisują mu media były całkiem różne od tych, które przyjmował w domu. Czy chciał przez to coś udowodnić samemu sobie? Że w końcu wypadało przestać się bawić i zacząć myśleć o spokojnym życiu wśród rodziny? Nie mogłam powstrzymać sztucznego śmiechu, wydobywającego się z gardła. Zasłoniłam dłonią usta i odchrząknęłam cicho, przywołując się do porządku.
Delikatnie, opuszkami palców przejechałam po zakrzywieniu łuku, przyglądając mu się ze smutkiem. Był piękny i posiadałam go dzięki niej. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie, na przedmiot i wspomnienia dawnych czasów powróciły.
Od momentu zakończenia liceum, przestałam przychodzić na treningi. Było mi ogólnie ciężko zakończyć ostatni letni semestr, z powodu straty jaka mnie dotknęła. Nauczyciele, owszem byli wyrozumiali, starali się jakoś pomóc w przebrnięciu przez ostatnie tygodnie, jakie pozostały do końca roku szkolnego. Tylko nie podobało mi się w jaki sposób to robili. Nie traktowali mnie, co najmniej za dziewczynę, która straciła matkę, a raczej jak dziecko, które nie potrafi sobie poradzić nawet z najłatwiejszym materiałem i potrzebuje stałego nadzoru. Nie chciałam być traktowana jak jakaś ofiara, która w oczach innych nie da sobie rady i nie ukończy szkoły, bo przechodzi ciężki okres. Odnalazłam sobie determinację i ukończyłam szkołę, może nie z rewelacyjnym wynikiem, ale na tyle dobrym, abym dostała się na studia. Wiedziałam, że chociaż mamy nie było jej już ze mną, chciała dla mnie jak najlepiej.
To wcale nie było tak, że nie przestałam myśleć o tym, co się jej przydarzyło i całkowicie wykreśliłam ją z mojej pamięci. W każdej wolnej chwili, jak na przykład teraz, moje myśli zaprzątała tylko ta jedyna rzecz. Wciąż zadawałam sobie pytanie jak do tego tak naprawdę doszło. W oficjalnym zeznaniu, które otrzymałam od policjantów, wyczuwałam, że coś przede mną zatajają. Powiedzieli, że samochód z dużą prędkością wypadł z zakrętu i uderzył w drzewo, ale jakoś nie potrafiłam w to uwierzyć. Moja matka była znakomitym kierowcą. Zawsze jeździła ostrożnie i nie było mowy o przekroczeniu przez nią prędkości. Być może byłam już przewrażliwiona na tym punkcie. Byłam świadoma tego, że nawet poznanie prawdy nie przywróci jej do życia, ale czy tak dużo wymagałam? Chciałam tylko wyjaśnień. Jako córka i zarazem najbliższa rodzina, powinnam była je uzyskać.
Tony natomiast wiedział znacznie więcej, ale akurat zaczynała się w nim pojawiać ta ojcowska opiekuńczość i za nic nie chciał odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania. Przed czym tak bardzo chciał mnie ochronić?
Zatrzasnęłam delikatnie wieko i ponownie wsunęłam pudło pod łóżko, starannie spuszczając narzutę tak, aby go zakryła. Przebrałam się w zestaw, który pomogła wybrać mi Pepper i patrząc na swoje odbicie w lustrze, przeczesałam palcami rozpuszczone, lekko pofalowane włosy. Byłam gotowa, aby opuścić mój azyl i zmierzyć się z tym, co czekało mnie na dole.


Kolacja trwała już od dobrej godziny i przez ten czas całkowicie zapomniałam o stresie, który tak bardzo odczuwałam jeszcze kilkanaście minut temu. Zebrani byli pochłonięci rozmową o wszystkim i niczym oraz pochłanianiem pysznych potraw przygotowanych przez Pepper. Kobieta zaskoczyła mnie tym, nie sądziłam, że gotowanie przychodzi jej z równie łatwo jak zajmowanie się firmą ojca. Panna Potts była na prawdę naszym największym skarbem.
 Nie było tak źle jak to sobie wcześniej wyobrażałam. Może oprócz momentu, gdy cała rozdygotana z powodu lekkich nerwów, weszłam do jadalni. Oczy wszystkich jak na jeden rozkaz momentalnie skupiły się na mojej sylwetce, uważnie mnie lustrując, co jeszcze bardziej spowodowało, że skuliłam się w sobie. Jak ja nie cierpiałam takich momentów. Na dodatek Tony nie potrafił powstrzymać się od skomentowania tego jakże „wielkiego” wejścia. Spiorunowałam go spojrzeniem, a w stronę gości mruknęłam ciche „przepraszam” i obdarzyłam ich delikatnym uśmiechem. Następnie przywitałam się z każdym z osobna, próbując jednoczenie ignorować spojrzenie jednego z gości. Specjalnie ociągałam się z przywitaniem się z nim, ponieważ do momentu, gdy na niego spojrzę, chciałam być całkowicie opanowana.
 Na pierwszy rzut oka było widać, że nie zjawili się wszyscy. Swoją obecnością nie zaszczycił nas Thor, który jak się dowiedziałam, opuścił Ziemię, aby zająć się swoją krainą na pewien czas. Było to dla mnie zrozumiałe, ale nieco rozczarował mnie ten fakt. Był nielicznym z grupy mścicieli, za którego towarzystwem przepadałam.
Nieobecny był również przywódca organizacji T.A.R.C.Z.A., czyli Nick Fury. Tylko akurat z tego powodu się ucieszyłam. Musiałam wręcz powstrzymać się od głośnego wyrażenia jak bardzo mi ulżyło. Czarnoskóry mężczyzna wywoływał ciarki na całym moim ciele za każdym razem, gdy się na niego natknęłam. Nawet jeśli było to tylko przelotne spotkanie. Nie wyczuwałam w nim ani odrobiny przyjaznego nastawienia do otoczenia, a takie coś bardzo odpychało mnie od ludzi.
Ścisnęłam po kolei dłoń Clinta, Bannera. Wymieniłam się przyjaznym uściskiem z Nataszą, a następnie powoli odwróciłam się do ostatniego gościa. Steve stał pośrodku pokoju i wpatrywał się we mnie z malującym się na twarzy uśmieszkiem. Miał na sobie ciemne spodnie, białą koszulkę, a na to narzuconą czarną, skórzaną kurtkę. Westchnęłam cicho, wyrzucając z głowy niepotrzebne myśli i podeszłam do niego. Przesz całą drogę czułam na sobie świdrujące spojrzenie właściciela domu. Wiadome dla wszystkich było, że Stark i Rogers nie przepadają za sobą, ale do jasnej cholery, chyba nie miał zamiaru właśnie teraz robić z tego afery. Zerknęłam nerwowo na ojca, ale ten był już pochłonięty rozmową z Brucem. Całe szczęście…
Zatrzymałam się przed Stevem i ujęłam jego dłoń, starając się zachowywać normalnie. Jednak było to na nic, ponieważ przez moment zatraciłam się w jego oczach, które tryskały radosnymi iskierkami. Serce ponownie mocniej zabiło w mojej piersi, a policzki zaczęły mi płonąć. Od pierwszego momentu, gdy tylko go poznałam, wyczulam, że jest inny niż wszyscy, których znałam. Na początku nie wiedziałam o jego przeszłości i ile naprawdę ma lat. Gdy się dowiedziałam było to dla mnie niemałym szokiem, lecz wtedy wszystko stało się jasne. Jego podejście do dzisiejszego świata, zachowanie w stosunku do otaczających go osób, maniery. Wszystko to miało w sobie urok, który sprawiał, że był wyjątkową osobą.
Nagle poczułam szturchnięcie w bok i uniosłam szybko głowę, patrząc na pierwszą osobę, która się nawinęła i uśmiechając się, aby zatuszować to, że praktycznie całkowicie wyłączyłam się z toczącej się rozmowy. Byłam przekonana, że ktoś przed chwila wymówił moje imię. Napotkałam wzrok Tony’ego, więc wywnioskowałam, że to właśnie był on.
-Proszę? Mówiłeś coś?
-Owszem, Irmo, mówiłem.- odłożył powoli widelec na talerz. Wytarł serwetką usta, nie odrywając ode mnie brązowych tęczówek. Jako, że siedział u szczytu stołu, a ja zaraz po jego prawej stronie, nachylił się lekko i ściszył głos, aby nikt innych nie usłyszał. -Nie świeć tak oczami, moja droga, tylko zacznij coś jeść, zanim wszystko wystygnie.- wypowiedź zakończył swoim firmowym uśmieszkiem, mówiącym jaki to on nie jest i na powrót oparł plecy o krzesło.
Spojrzałam na niego ze złością zaciskając wargi. Z wielką chęcią wrócić do swojego pokoju i tam spędzić resztę dnia, ale mój brzuch domagał się jedzenia. Spuściłam wzrok na pusty talerz. Nie byłam świadoma tego, że zaciskam również dłoń w pięść, dopóki spokojny głos Steva dotarł do mnie. Po naszym przywitaniu, gdy w końcu mogliśmy zająć miejsca, od razu zajął miejsce obok mnie. Nie miałam mu tego za złe- wręcz przeciwnie- ale czując jego obecność, tak blisko, nieco mnie rozpraszała.
-Hej, spokojnie. Nie denerwuj się tak.
Zerknęłam na niego, zmuszając się do bladego uśmiechu i rozluźniłam palce. Musiałam przestać tak łatwo dawać się wyprowadzać z równowagi. Tony lubił mi od czasu do czasu podokuczać, walnąć jakiś głupim komentarzem, który według niego był zabawny i odpowiedni, ale ja jakoś zawsze odbierałam to inaczej. Nie wiem czy kiedykolwiek dojdzie pomiędzy nami do jakiegoś porozumienia. Jeśli po prawie 3 latach nie potrafimy dalej skleić, żadnej trwającej dłużej niż pięć minut rozmowy, to po co w ogóle jest ten cały cyrk?
Momentami czułam się już zmęczona. Brak matki dawał o sobie znać i w takich momentach potrzebna jest bliskość drugiego rodzica, ale powiedźmy sobie szczerze. Stark się do tego po prostu nie nadawał.
Do pomieszczenia wypełnionego beztroską rozmową i śmiechem, dołączył dźwięk dzwoniącego telefonu.
-Przepraszam.- odezwała się Natasza, wyciągając z torebki urządzenie i szybko zerknęła na wyświetlacz. Zauważyłam, że jej mina szybko przybrała poważny wyraz.
-To Fury.- spojrzała po wszystkich, po czym wstała, przystawiając telefon do ucha i słuchając uważnie ruszyła do innego pokoju.
Wróciła po krótkiej chwili, ściskając czarny przedmiot w dłoni.
 -Coś nie tak?- spytał Steve.
-Chyba muszę zniszczyć ten jakże cudowny wieczór, Stark.- rudowłosa zignorowała pytanie Kapitana i zwróciła się do Tony’ego.- Fury zwołał zebranie, na którym nasza obecność, jest obowiązkowa. Mówi, że to coś związane jest- przerwała, zerkając tym razem porozumiewawczo na Rogersa.- z pewną sprawą.
-Och tak, to zawsze jest coś ważnego. Niestety nie jestem jego pieskiem, aby przybiegać na każde zawołanie.- burknął ojciec, powracając do przerwanego wcześniej posiłku. Omiotłam wzrokiem twarze wszystkich zebranych w pokoju. Nikt przez moment się nie odezwał. Natasza zmarszczyła czoło i splotła ramiona na piersi, widocznie niezadowolona z takiej odpowiedzi.
-Stark…- tym razem odezwał się Steve.
-Nie, tylko nie ty. Nie chcę nic słyszeć!- Iron Man wycelował palec w Kapitana, uprzednio rzucając sztućcami o talerz. Tamten zacisnął wargi, a jego oczy gdyby mogły, rzucałby błyskawicami.
Pięknie. No to się zaczęło. Wzięłam do ręki lampkę z winem i oparłam się wygodnie, czekając na rozwój akcji. Ich sprzeczki zawsze były takie interesujące.
-Tony, daj spokój. Lepiej nie denerwować Nicka. Idź i nie rób scen.- Pepper jak zwykle potrafiła załagodzić każdą sytuację. Plus do tego dogadała mu, na co reszta uśmiechnęła się pod nosem. Mężczyzna rzucił jej krótkie, mściwe spojrzenie. Nic tak faceta nie boli bardziej, jak urażona męska duma i to na dodatek w obecności mścicieli.
-Róbcie co chcecie, mnie nie mieszacie do tej sprawy.- wycedził przez zęby.
-Wiec tak po prostu się wycofujesz?- parsknął z niedowierzaniem Steve.
Dało się wyczuć pogarszającą się z sekundy na sekundę atmosferę. Takiego Tony’ego miałam okazję zobaczyć po raz pierwszy. Uniósł głowę do góry, nie odpowiadając na kolejną zaczepkę skierowana w jego stronę. Odsunął się od stołu i wymaszerował z pomieszczenia nie żegnając się z nikim.
Goście jeszcze przez chwilę siedzieli na swoich miejscach, rozglądając się po sobie nerwowo, aż w ostateczności podążyli jego śladem. Pepper odprowadziła wszystkich do wyjścia, przy okazji sypiąc przeprosinami za zachowanie Starka. Ja pozostałam na swoim miejscu.
Opuściłam jadalnię dopiero wtedy, gdy dobiegł do mnie odgłos zatrzaskujących się frontowych drzwi, a dom wypełnił się ciszą.

27 komentarzy:

  1. Nie jest tak źle, dziewczyno... Po prostu jesteś przewrażliwiona, zresztą nie zawsze można ciągnać na samej akcji, choć w tym rozdziale nadałaś pewne zaciekawienie. Przybycie czytelników nie powinno cię stresować, przeciez kazdy może zawsze coś komentując dorzucić od siebie, może coś cie zainspiruje i będziesz wiedziała, co dalej pisać.
    Sama przyznam, że na początku swego opowiadania miałam już poważnnie zarysowaną fabułę, jednak kiedy dotarłam do końca opowiadania, wszystko się zmieniło. Zmieniłam wymyślone wczesniej zakończenie i parę innych szczegółów, do tej pory nikt niczego nie podejrzewa XD
    Więc spokojna Twoja, czekaj na wenę i nie spinaj się przed następnym rozdziałem. Rób po prostu to co lubisz, a nie to co wydaje ci się, że musisz zrobić. pamiętaj o tym

    Co do rozdziału to jak pisałam powyzej, jest good. Steve i Tony nie kłócili się aż tak bardzo powaznie, aczkolwiek, bardzo mi się spodobała ich wymiana zdań xD Szkoda, ze nie było Thora.... Do gościa mam słabość
    No i relacja ojciec- córka choć trudna zaczyna pokazywać nowe oblicze, ze jednak temu zapatrzonemu w sobie mężczyźnie zależy na córce, ze chce by miedzy nimi powstała nić porozumienia.
    To wszystko jest na wielki plus ^^
    czekam na newsa u ciebie
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko jest w porządku, więc nie ma co się stresować. Poza tym nie da się zrobić tak, żeby w każdym rozdziale coś się działo. Szczególnie na początku. Musi być jakieś wprowadzenie itd. a wierni czytelnicy przebrną nawet przez te najnudniejsze części, byle doczekać się akcji. Jestem jedną z nich :) Do tego to nie jest też tak, że tu się nic nie działo. Zaciekawiła mnie ta tajemnicza sprawa. Mam dziwne wrażenie, że dotyczy ona Irmy, ale może tylko mi się wydaje. W każdym razie czekam na kontynuację, żeby dowiedzieć się więcej. Życzę dużo weny!
    Pozdrawiam,
    Parabola :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się rozdział bardzo podoba! :) Jest opis przeżyć Irmy, dzięki czemu można ją lepiej poznać i zrozumieć. Widać tutaj, że była niezwykle mocno związana z matką. Poza tym musi być trochę suspensu, przed rozwojem akcji. ;)
    A co do strachu, że nie spełnisz oczekiwań czytelników, to się tym kompletnie nie martw! Przecież to Twoje opowiadanie i koncepcja, a nie czytelników. :)
    Wybacz za krótki komentarz, ale nie jestem w stanie więcej z siebie wykrzesać, bo męczy mnie mega kac..(zdałam maturę i się cieszę ;D)

    Pozdrawiam,
    Pogonistka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co ty chcesz dobrze jest,a brak weny jeśli naprawdę lubisz Iron Man'a Minie,POWODZONKA
    czekam na szybki Next
    Pozdrawiam R.O.A.H.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krytyka zawszę będzie. Trzeba ją... przyjąć do serca. Pogodzić się z tym, i robić dalej to, co się kocha. Dzięki niej dążysz do perfekcji. Każdy pisarz na początku podobnie zaczynał. Od amatora, do wielkiego człowieka.
      Pamiętaj, nie poddawaj się.

      Rozdział jest świetny! Pełen przemyśleń głównej bohaterki, i refleksji na tematy zbiorowiska.
      Brakowało mi tylko opisu herosów. Jak czytelnik, który nie zna trylogii Marvela, ma sobie wyobrazić sobie pobocznych bohaterów? A pomieszczenie?

      Pozdrawia,
      Gall Anonim

      Usuń
  6. Nie przejmuj się krytyką, bo jest ona nieodłącznym elementem każdego pisarza :) Jest okay, nie przesadzaj. :* W każdej książce są spokojne momenty bez jakichś szczególnych wydarzeń. Nie pisz na siłę, bo inaczej nie będzie to miało sensu. Pisz wtedy, kiedy masz na to ochotę. Pozdrawiam serdecznie i życzę weny. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzisz ile jest pozytywnych komentarzy? :) Mówiłam, że tak będzie. Teraz z uniesioną głowa, mając najgorsze za sobą, bez męczenia się możesz przejść do bardziej przyjemniejszych opisów :) Podziwiam Twoją wytrwałość i już się tak nie stresuj, wiadomo, że są dni dobre i złe, ale nie ma co się dołować,jak sie ma takich wiernych czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aww! Jak sie stesknilam za tym ff!
    Uwielbiam takie odskocznie, czytac cos innego i oryginalnego! :)
    To opowiadanie jest takie inne i ciekawie.
    Tak chetnie sie to czyta.
    Uwielbiam to! <3
    @TheAsiaShow_xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Uhuhu nieźle :D Mi tam się przyjemnie czytało, ale słodzić ci też nie chce... no nie wiem. Po prostu czekam na kolejny, nie wiem, co jeszcze moge powiedzieć! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajnie piszesz, zresztą mam słabość do Kapitana Ameryki, więc będę czytać jak najbardziej. Lubię gościa. Tony'ego też uwielbiam, ale rzeczywiście ojciec z niego nienajlepszy ;P

    OdpowiedzUsuń
  11. Jej świetne!
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :3
    + obserwuję
    i życzę weny... Pozdro xoxoxo

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział bardzo mi się podoba i w cale nie jest nudny! W opowiadaniu potrzebne są czasem takie stateczne notki :) Gdy jest za dużo akcji na raz, rodzi się chaos.
    Ach ten Tony... :))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej :) No już wreszcie jestem :)
    Podobają mi się Twoje gify w rozdziałach. Sama je tworzysz? Bo ja chciałam z filmików, i klipów tworzyc, ale nie wiem jakim programem ;/
    Ok, co do Twojego rozdziału: podobały mi się przemyślenia Irmy, a także opisy. Masz dużo dialogów, ale jakoś to nie denerwuje. Nie wiem, ale słyszałam że ważne są opisy, a dialogi - jak najmniej ich.
    Nie wiem, ale podoba mi sie Twój rozdział.
    Pozdrawiam.

    pokoj-1408.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, gify nie są mojej roboty. Szukam je :)

      Usuń
  14. hej :* rozdział bardzo mi się podoba :) interesuje mnie rozwój sytuacji między Stevem i Irmą <3 biorąc pod uwagę że Tony go nie trawi mówiąc delikatnie :) proszę cię o poinformowanie mnie o kolejnym rozdziale na moim blogu ok? <3 byłaby, wdzięczna :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurczę, kurczaki! Byłam pewna, że skomentowałam wcześniej, ale zgaduję, że po prostu komentarz mi się nie wbił. No nic, piszę po raz drugi! I przepraszam za zwłokę!

    Zacznę tak: nie bierz sobie wszystkiego aż tak do serca. Krytyka jest dobra, szczególnie ta konstruktywna. Bez niej nie wiedzielibyśmy - my, autorzy - co robimy źle. To ważne, żeby otrzymywać opinie innych pod rozdziałami, i choć czasami nie do końca zgadzają się one z naszymi oczekiwaniami, to musimy je po prostu przeboleć, spróbować zrozumieć. Hejtu nie znoszę, bo doprowadza mnie do szału, i jak widzę go gdziekolwiek i na kogokolwiek to mnie nerwica trzepie (bo przecież my poświęcamy swój własny czas i chęci, żeby coś napisać! Samo to powinno być przez ludzi docenione!), ale krytyka jest potrzebna. Szczególnie, kiedy jest dobrze napisana i NIE polega na wytykaniu błędów, ale na pomocy.

    "1:0 dla Pepper." nie wiem, dlaczego, ale spodobało mi się to zdanie. Zabawne, bo zawsze liczymy tak z ciotką.
    Bardzo podobała mi się scena z łukiem i wszystkie te przemyślenia bohaterki. To był dla niej wielki szok, trudno sobie z czymś takim poradzić, a ona zrobiła to świetnie. Poza tym, lubię jej charakter. Może być nieco nieśmiała i zagubiona, ale jest silna. A ja lubię silne, kobiecie bohaterki. Taki tam feministyczny odruch.

    To prawda, rozdział może i jest nieco nudnawy, ale takie też są potrzebne, więc się nie przejmuj! A ty dopiero zaczynasz to opowiadanie i nie wybaczyłabym sobie, gdybyś ot tak nagle przestała je pisać. Zrobi się ciekawiej, jak zacznie się akcja.
    No i Tony. W tym rozdziale to był Tony. A ja lubię Tony'ego!
    Czekam na rozwinięcie wydarzeń pomiędzy Irmą i Stevem, ale mam takie przemyślenia, że Irma i Clint dogadaliby się jako przyjaciele - obydwoje uwielbiają łuki. Daj im jakąś scenkę razem w przyszłości, bo mówię ci - odnajdą wspólny język!
    xoxo, Loks.
    ~lilybird-everdeen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Nareszcie mam czas na nadrobienie zaleglosci. Od razu mowie, ze nie zapomnialam o Twoim blogu. Z niecierpliwoscia czekam na kolejny rozdzial :* < Iris >

    OdpowiedzUsuń
  17. W końcu udało mi się nadrobić prawie wszystkie zaległości. To opowiadanie podoba mi się coraz bardziej, ale teraz kocham wszystko bo nowy sezon Teen Wolf, więc chyba mnie rozumiesz, haha. A tak na poważnie to bardzo ciekawie się to rozkręca. Jak na rozdział czwarty dzieje się dość dużo, widać, że masz na to pomysł. Nie mogę się doczekać kontynuacji. Powodzenia i weny. x

    Zapraszam też do siebie: http://banshee-fanfiction.blogspot.com/ :)

    L.

    OdpowiedzUsuń
  18. Krytyka jest po to, aby poprawić błędy, które robimy, więc jest potrzebna. Ja nie mam zastrzeżeń do tego rozdziału. Jest świetny. Jestem bardzo ciekawa co to za sprawa.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Za dużo tego opowiadania o sobie. Rób to fragmentarycznie, bo inaczej człowiek uśnie.
    Za długo odwlekasz przywitanie z Kapitanem-Rajtuzy.
    Odzywki Starka na 5+, ujęłaś jego błyskotliwość i uszczypliwość. W ogóle jego postać jest moją naj-naj-naj-najukochańszą, dlatego będę na nią zawracać moją szczególną uwagę!
    Nie wiem, czy Cię to zadowoli czy nie, ale głównej postaci nie polubiłam. Nie przemawia do mnie, jej charakter odrzuca mnie. Posiada bardziej role obserwatora i komentatora niż osoby, która bierze udział w wydarzeniach.
    Natomiast postacie Marvelowskie ujęłaś w bardzo przyjemny sposób, tak jak większość fanów sobie wyobraża. Wielki plus, że nie sprofanowałaś ich. Nawet zdzierżę fakt, że to córka mojego kochanego IM, ale przynajmniej często będzie w rozdziałach.

    Czekam na rozdział, w którym zobaczę główną bohaterkę, jako odrębną i silną jednostkę.

    Proszę informować mnie o nowościach.

    Pozdrawiam
    Makowa Pani
    http://upolowac-jelenia.blogspot.com/ << KLIK!
    Zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za radę, wykorzystam ja przy następnych rozdziałach.
      Mówi się trudno, nie zawsze bohaterowie muszą przypaść do gustu. Ale będę się starać, aby w końcu przypadła chociaż trochę do gustu.

      Podrawiam

      Usuń
  20. A co do twojego bloga to udało mi się już nadrobić wszystkie rozdziały i powiem ci, że jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona. Fabuła mnie wciągnęła, charaktery bohaterów urzekły, a twój sposób pisania sprawia, że na pewno zajrzę tu jeszcze nie raz. Z niecierpliwością czekam na kontynuację.
    Oczywiście będę zaszczycona jeśli zechcesz wpaść do mnie http://givemelovemw.blogspot.com/
    Jeśli dałabyś radę prosiłabym abyś informowała mnie o swoich nowych rozdziałach :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej. Na początku chciałabym Ci bardzo podziękować za komentarz u mnie. To naprawdę ogromna motywacja, pewnie sama wiesz o tym najlepiej, dlatego nie zamierzam być Ci dłużna.
    Właśnie znalazłam wolną chwilę, aby przeczytać dokładnie każdy rozdział, bo komentowanie jednego, nie znając historii byłoby zupełnie bez sensu.
    Już na wstępie śmiało mogę Ci napisać, że historia bardzo mnie wciągnęła, a każdy gif umieszczony w tekście idealnie pasuje do treści! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Wielkie WOW. Po przeczytaniu informacji nad bieżącym rozdziałem zdziwiłam się strasznie, że wahasz się co do prowadzenia dalej tego bloga. Dziewczyno, nie poddawaj się, jesteś świetna i realizuj swój pomysł. To Twoja inwencja twórcza, a nie komentujących, więc nie patrz na ich scenariusze.
    Ok, może w końcu już przejdę do treści, bo się trochę rozhulałam z samym wstępem.


    Już od pierwszego rozdziału bardzo współczuję Irmie. Nie ma łatwo w życiu. Straciła ukochaną mamę, która w zasadzie była dla niej jak przyjaciółka, a dodatkowo przy utracie rodzicielki, także i swoją pasję. Swoją drogą strzelanie z łuku jest bardzo oryginalnym pomysłem jak na opowiadanie, fajnie, podoba mi się to. Mam ciche nadzieje, że bohaterka będzie miała jeszcze okazję, aby do tego powrócić, tym bardziej, że tęskni za swoim hobby.

    Poznanie swojego ojca w takich przykrych okolicznościach musiało być dla Irmy dodatkowym szokiem. Facet bardzo pewnie podszedł do sprawy. Wręcz można powiedzieć, że pognał lekarza, żeby samemu przekazać dziewczynie tę straszną nowinę, a przy okazji jeszcze dodać, że jest jej ojcem. Z jednej strony to okropne, że pojawił się w jej życiu tak późno, ale z drugiej nawet dobrze, ponieważ dziewczyna ma dach nad głową. Jeśli nie pojawiłby się w jej życiu, nie wiadomo gdzie mogłaby trafić.
    Trochę zdziwiło mnie to, że mężczyzna chciał, aby zmieniła nazwisko na „Stark”. Szczerze mówiąc nie powinien nalegać na Irmę w tej kwestii. I tak jest jej ciężko. Ale ważne, że doszli do kompromisu.

    Spotkanie Cheryl z Irmą bardzo mnie zaciekawiło. Niby zwykłe spotkanie przyjaciółek, zakupy i te sprawy, ale jednak coś jeszcze. Mężczyzna, który śledził je w zasadzie nie wiadomo, od którego momentu, bo Irma zauważyła go niedaleko domu przyjaciółki. Mam wrażenie, że na tym śledzeniu się nie skończy, że będzie z nim coś jeszcze. Zaintrygowała mnie jego postać, choć tak właściwie go nie poznałam.

    No dobrze, na tym już skończę. Przepraszam, że tak ogólnikowo o całości, ale dużo nadrabiałam dziś, a mój mózg o tej porze przestaje powoli funkcjonować. Jutro czytając ten komentarz, pewnie będę żałować, że nie opisałam jeszcze wielu rzeczy, o których pomyślałam czytając, ale lepiej komentować od razu po przeczytaniu. ;)
    No nic, uciekam. Jesteś świetna, pamiętaj!

    http://nothing-happens-by-chance-flyaway.blogspot.com/
    ściskam i życzę miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. +Ahaa, jak zwykle o czymś zapominam. Tak poza tematem, co do mojego opowiadania - Louis jest po prostu zwykłą osobą, nie ma tak nic o One Direction, użyczyłam sobie tylko jego wizerunku. :)
      zmykam.

      Usuń
  22. Witaj :) Rozdział przeczytałam już dawno, ale nie miałam okazji skomentować więc przepraszam.
    A więc powiem tak... Mi się bardzo podobał ten rozdział. Świetnie piszesz i dlatego gładko się to czyta.
    Mam nadzieję, że Irma wróci do strzelania z łuku. To jej pasja i powinna ją kontynuować.
    Zainteresowała mnie też ta wzmianka o śmierci matki Irmy. Czy to wcale nie był zwykły wypadek? Jeśli Tony wie więcej i nic jej nie mówi to pewnie dlatego, że chcę ją chronić, ale zatajanie prawdy nie zawsze wychodzi na dobre. To może jeszcze bardziej popsuć ich stosunki.
    Irmie nie podoba się to jakim Stark jest ojcem. No on jet jaki jest. Może się stara ale nie bardzo mu to wychodzi. W każdym bądź razie martwi się o nią i mam nadzieję, że wkrótce ich relacje ulegną poprawie.
    Steve... dziewczyna ma bzika na jego punkcie, ale nie rozmawia z nim za dużo. Wiadomo, że boi się reakcji ojca, ale tak do niczego nie dojdzie.
    Zaraz po Tonym moją ulubioną postacią jest Pepper. On zawsze umie go mm... zgasić powiedzmy. :)
    No i to zakończenie. Czy ten uparciuch odłączy się od wszystkich? Nie wiem. Ale po nim można się wszystkiego spodziewać.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam
    Marzycielka <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziękuję bardzo za zostawienie swojej opinii na temat mojego opowiadania, postaram się jak najszybciej zajrzeć do Ciebie! Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń